.. albo jestem zmęczona wyciskiem, który sobie sprawiłam dzisiaj na siłowni albo zupełnie zatraciłam swoje keszerskie doświadczenie i zdolność kojarzenia faktów... Mam nadzieję, że to pierwsze, bo drugie nie wróży dobrze...
Wyszłam zdobyć 2-3 kesze po drodze do nocnego Tesco. Mhm. Najpierw się zorientowałam że nie mam rękawiczek na rower. Zimno, albo co tam jadę. Podjechałam pod kesza, jest tuja. Szukam w gałązkach nic. Podpowiedź, zakopana. Ugh... no kurcze, kto jeszcze w tym wieku kesze zakopuje w ziemi... Nic to, uparta jestem, grzebię, grzebię.. nie ma. Kujka by się przydała. Mhm.. została w domu.
Zerknęłam jeszcze na pobliskie kesze, ale żadnego blisko nie bardzo, a daleko szkoda dłoni. Zimno wszak.
Doobra, to chociaż pojadę na zakupy do Tesco nie zmarznę, a nie mam co jeść za bardzo.
Na szczęście blisko mam. Pdjechałam pod stojaki i w tym momencie sobie uświadomiłam że blokada i kluczyk zostały w domu, w nerce.
Hm...
Przypadek? Nie sądzę.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Misja Powrót
Pomimo szumnie obiecywanego w poprzednich postach powrotu... no cóż. Wynikł pewien falstart... Aleee... Tak się złozyło, że od jakiegoś czasu mieszkam w Hurtowni Keszy, zwanej Warszawą.
Więc teoretycznie, kesz pod każdym parapetem jest w zasięgu moich rąk.
Tylko wiadomo jak to jest z tym czasem... :P
Ale, ale.. za długo nie ględząc ogłaszam drugie podejście - Misja Powrót ;)
Właśnie ładują mi się do CacheBoxa zauktualizowane mapy ze skrzynkami w okolicy, rowerek jest już przygotowany.. Miał nieco przejść, więc trzeba było mu wymienić oponę, przerzutki, linki, klocki hamulcowe... dołożyłam mu jeszcze rogi, i dzięki pomocy cierpliwego przyjaciela został naprawiony licznik :)
Dzięki temu znów jestem aktywna. Tylko biedny Lanosik cierpi pod blokiem, stoi niejeżdżony, bez akumulatorka niestety :P
Więc z okazji powrotu, załadowałam większośc poprzednio zdobytych skrzynek do OC. Do większości zahasłowanych niestety haseł nie pamiętałam, ale to nic ;)
Wczoraj na dobry początek zodbyłam keszyk Powstańcza Mogiła i Tajemnica (OP0F6A) wraz z Edytą i Tomkiem pilnującym rowerków, którym pokazałam zabawę ;) Po ciemku, ale dałyśmy radę. Kordynaty żyleta, drzew pasujących do opisu niezbyt wiele, doświadczenie mam w tym spore, więc kesz po 3 minutach był w naszych rękach :))) Przy okazji spotkaliśmy jeszcze dwójkę innych keszerów, pogadaliśmy chwilę, wymienilismy doświadczenia. Fajnie wiedzieć, że jest nas coraz więcej :)
Niestety nie miałam ze sobą aparatu, więc jedno zdjęcie rowerka strzelone komórą, potwierdzające - byliśmy :)
Więc teoretycznie, kesz pod każdym parapetem jest w zasięgu moich rąk.
Tylko wiadomo jak to jest z tym czasem... :P
Ale, ale.. za długo nie ględząc ogłaszam drugie podejście - Misja Powrót ;)
Właśnie ładują mi się do CacheBoxa zauktualizowane mapy ze skrzynkami w okolicy, rowerek jest już przygotowany.. Miał nieco przejść, więc trzeba było mu wymienić oponę, przerzutki, linki, klocki hamulcowe... dołożyłam mu jeszcze rogi, i dzięki pomocy cierpliwego przyjaciela został naprawiony licznik :)
Dzięki temu znów jestem aktywna. Tylko biedny Lanosik cierpi pod blokiem, stoi niejeżdżony, bez akumulatorka niestety :P
Więc z okazji powrotu, załadowałam większośc poprzednio zdobytych skrzynek do OC. Do większości zahasłowanych niestety haseł nie pamiętałam, ale to nic ;)
Wczoraj na dobry początek zodbyłam keszyk Powstańcza Mogiła i Tajemnica (OP0F6A) wraz z Edytą i Tomkiem pilnującym rowerków, którym pokazałam zabawę ;) Po ciemku, ale dałyśmy radę. Kordynaty żyleta, drzew pasujących do opisu niezbyt wiele, doświadczenie mam w tym spore, więc kesz po 3 minutach był w naszych rękach :))) Przy okazji spotkaliśmy jeszcze dwójkę innych keszerów, pogadaliśmy chwilę, wymienilismy doświadczenia. Fajnie wiedzieć, że jest nas coraz więcej :)
Niestety nie miałam ze sobą aparatu, więc jedno zdjęcie rowerka strzelone komórą, potwierdzające - byliśmy :)
sobota, 7 lipca 2012
Nieudane keszowanie
Wybrałam się ja w góry świętokrzyskie na warsztaty taneczne. Pomyślałam że chociaż kilka keszy zgarnę. Niewiele w sumie ich było w mieście w któirym mieszkalismy, ale... zawsze to kilka. I załadowałam sobie plik z keszami do palma. I co? wybrałam niewłaściwy plik no i lipa wyszła. Bez zdjęć i map nie bardzo idzie keszować :P
Ale i tak było fajnie :))
Ale i tak było fajnie :))
wtorek, 19 czerwca 2012
Chlorokrzyż uratowany
W związku z moim częściowym opuszczeniem geokeszowania bardzo rzadko zdarzało mi się zagdlądać na oc.. jeśli w ogóle mi się zdarzało. Ogólnie to sobie stwierdziłam, że mam ustawione powiadomienia w razie gdyby coś się działo z moimi skrzynkami to maile z wpisami mnie powiadomią. A dupa. Nie powiadomiły, dopiero niedawno się dowiedziałam, że Chlorokrzyż cały przemoczony. Raz - dwa (prawiee... ;) zorganizowałam wyprawę ratunkową. Skrzynkę wymieniłam zupełnie, nowe pudełko, nowiutkie gadżety i w ogóle i w ogóle ;)
To błyszczące to odblaskowa plakieta ze svornego ;) Nawet kreta wrzuciłam ;)
No i fajnie, ludzie się będą cieszyć.
Tylko i tak zostaje pewien niesmak.. stare pudełko znalazłam na wierzchu :( Nieschowane, pierwszy lepszy pies obsikał je na 100% i w ogóle.. ciężko kamyczkiem trochę piachu odgrzebać i porządnie schować pudełko? Kamyczków ostrych leży w koło całe mnóstwo. Ja sama właśnie tak zrobiłam żeby schować tą większą skrzynkę... kamyczkiem, kamyczkiem. Eh.. no niestety. Tak było, jest i zawsze będzie, ale nie zaszkodzi edukować keszerów i przypominać wiecznie, że jeśli Ty czyjejś skrzynce zrobisz dobrze, to ktoś się odwdzięczy? ;P
W ogóle to dzisiaj po raz pierwszy od jakiegoś czasu wylazłam na rower. Niestety choroba skutecznie mnie powstrzymała od (bardzo) intensywnego wysiłku fizycznego, a kaszel bardzo utrudniał oddychanie :(
Ale w końcu minęło i znów mogę jeździć :) Wszystko się sprawuje świetnie, łącznie z moimi dającymi po gałach lampeczkami za 13 zł z taniego sklepu :D
No i Białystok nocą jest piękny. Wyludniony bo mecz dzisiaj jakiś, i tym bardziej piekny :)
A w szczególności kiedy w uszach gra ta muzyka, ona dzisiaj sponsorowała wycieczkę:
Edit: ahahaha - muszę to napisać... zajrzałam do statystyk odwiedzin bloga i co tam znalazłam? Wejście z frazy wyszukanej w googlach. Zgadniecie jakiej?? "Coto kesze" hhihihih
To błyszczące to odblaskowa plakieta ze svornego ;) Nawet kreta wrzuciłam ;)
No i fajnie, ludzie się będą cieszyć.
Tylko i tak zostaje pewien niesmak.. stare pudełko znalazłam na wierzchu :( Nieschowane, pierwszy lepszy pies obsikał je na 100% i w ogóle.. ciężko kamyczkiem trochę piachu odgrzebać i porządnie schować pudełko? Kamyczków ostrych leży w koło całe mnóstwo. Ja sama właśnie tak zrobiłam żeby schować tą większą skrzynkę... kamyczkiem, kamyczkiem. Eh.. no niestety. Tak było, jest i zawsze będzie, ale nie zaszkodzi edukować keszerów i przypominać wiecznie, że jeśli Ty czyjejś skrzynce zrobisz dobrze, to ktoś się odwdzięczy? ;P
W ogóle to dzisiaj po raz pierwszy od jakiegoś czasu wylazłam na rower. Niestety choroba skutecznie mnie powstrzymała od (bardzo) intensywnego wysiłku fizycznego, a kaszel bardzo utrudniał oddychanie :(
Ale w końcu minęło i znów mogę jeździć :) Wszystko się sprawuje świetnie, łącznie z moimi dającymi po gałach lampeczkami za 13 zł z taniego sklepu :D
No i Białystok nocą jest piękny. Wyludniony bo mecz dzisiaj jakiś, i tym bardziej piekny :)
A w szczególności kiedy w uszach gra ta muzyka, ona dzisiaj sponsorowała wycieczkę:
Edit: ahahaha - muszę to napisać... zajrzałam do statystyk odwiedzin bloga i co tam znalazłam? Wejście z frazy wyszukanej w googlach. Zgadniecie jakiej?? "Coto kesze" hhihihih
sobota, 16 czerwca 2012
Uff.. wracam do żywych?
Jak to gdzieś tam było powiedziany: 'zmiany, zmiany, zmiany' nastąpiły. Ale chyba wracam do żywych, przynajmniej tak sądzę.
Nie będzie to już to samo, co kiedyś jak na kesze sie wyprawy robiło, ale zawsze coś ;)
Dzisiaj 'na pobudkę' podjęłam jedną z nowszych skrzyneczek P&S_8 Opera (OP4BA5).
Z tej naszej opery to taka opera jak ze mnie ksiądz. Jak się bardziej budowała, to nazywaliśmy ją silosami. Dzisiaj akurat byłam tam rowerowo, więc żadnych zdjęć nie robiłam, ale może kiedyś wrzucę coś tam.
Sam keszyk warty polecenia. Bardzo lubię takie zagwostki :)
Wprawdzie nie jakiś specjalnie trudny dla wprawnego oka.. ale autorzy się naprawcowali - chwała im za to :) (i rekomendacja).
ps. z okazji zmian może pomyślę nad nowym layoutem do bloga? :)))
Nie będzie to już to samo, co kiedyś jak na kesze sie wyprawy robiło, ale zawsze coś ;)
Dzisiaj 'na pobudkę' podjęłam jedną z nowszych skrzyneczek P&S_8 Opera (OP4BA5).
Z tej naszej opery to taka opera jak ze mnie ksiądz. Jak się bardziej budowała, to nazywaliśmy ją silosami. Dzisiaj akurat byłam tam rowerowo, więc żadnych zdjęć nie robiłam, ale może kiedyś wrzucę coś tam.
Sam keszyk warty polecenia. Bardzo lubię takie zagwostki :)
Wprawdzie nie jakiś specjalnie trudny dla wprawnego oka.. ale autorzy się naprawcowali - chwała im za to :) (i rekomendacja).
ps. z okazji zmian może pomyślę nad nowym layoutem do bloga? :)))
niedziela, 11 grudnia 2011
Zaniedbanie
Zaniedbałam bloga :(
Strasznie mi przykro z tego powodu, albowiem zupełnie tego nie chciałam.... Trochę keszowaliśmy w różnych dziwnych miejscach, kilka nowych skrzynek wpadło. Ale teraz z okazji zimy i braku odpowiedniej aury do keszowania, zbyt wielu wpisów już nie będzie.
Byliśmy ostatnio w Warszawie na Mikołajkach keszowych :) Jak zwykle, tak jak to bywa na każdym spotkaniu z keszerami było super :) Poznaliśmy kolejne osoby kojarzone wcześniej z nicków i w ogóle, w ogóle ;) Faaajnie było. (Szczególnie to łażenie po lesie w butach "miastowych" na cienkiej podeszwie... :P )
No i oczywiście bawimy się w zagadki z kalendarza adwentowego. Na razie udało nam się odgadnąć wszystkie, aczkolwiek z homonimami był mały problem ;) A niedługo prawdopodobnie pojawi się nasza zagadka :> Mam nadzieję, że się spodoba :D
Postaram się umieścić relację z podejmowania skrzynki finałowej ;))))
Na dzisiaj tyle wynurzeń :P
Strasznie mi przykro z tego powodu, albowiem zupełnie tego nie chciałam.... Trochę keszowaliśmy w różnych dziwnych miejscach, kilka nowych skrzynek wpadło. Ale teraz z okazji zimy i braku odpowiedniej aury do keszowania, zbyt wielu wpisów już nie będzie.
Byliśmy ostatnio w Warszawie na Mikołajkach keszowych :) Jak zwykle, tak jak to bywa na każdym spotkaniu z keszerami było super :) Poznaliśmy kolejne osoby kojarzone wcześniej z nicków i w ogóle, w ogóle ;) Faaajnie było. (Szczególnie to łażenie po lesie w butach "miastowych" na cienkiej podeszwie... :P )
No i oczywiście bawimy się w zagadki z kalendarza adwentowego. Na razie udało nam się odgadnąć wszystkie, aczkolwiek z homonimami był mały problem ;) A niedługo prawdopodobnie pojawi się nasza zagadka :> Mam nadzieję, że się spodoba :D
Postaram się umieścić relację z podejmowania skrzynki finałowej ;))))
Na dzisiaj tyle wynurzeń :P
sobota, 12 listopada 2011
Ełk i okolice - wczoraj
We 4kę pojechaliśmy do Ełku i okolic zgrnąć tamtejsze skrzynki: Bełta, Psikiszek i my. Jak zwykle było bardzo fajnie, a humory sponsorowało "kakałko" ;))
Pierwszy kesz - Granica (OP0362) pewien niesmak zostawił... można było bez hinta i było by zdecydowanie ciekawej ;P narzekać nie będę, ale... ;)))
Natomiast samo miejsce ciekawe, trochę niedocenione z racji porannej pory i pewnej dozy zaspania ;)
Kolejny keszyk to Ostrykół (OP07AE) i zaczęło być wesoło.. jadąc w kierunku kesza na stopa próbował nas łapać podpity "ostrykół" ;) Niestety miejsca nie było, w powrotnej drodze również zataczającego się ostrykoła spotkaliśmy, na szczęście był przyjaźnie nastawiony ;) Nawet nam pomachał ;)
W Cegielni (OP0972) jakoś mi się nie wzięło aparatu, a szkoda bo budynek całkiem uroczo zniczony :P Bełta poświęcił się i wskoczył do środka, po nazbyt kruchej ścianie cegielni, w rękach się sypała. Ale kesz nasz :)
Na cmentarzu w Malewie (OP16D4) za to malowniczo przyświecało słoneczko :)
Piękna pogoda się nam trafiła. A i miejsce urocze :)
Dalej pojechaliśmy na cmentarz wojenny "Bunelka" (OP0360), wdrapaliśmy się na górę
co by widoczki popodziwiać :) Sam keszyk znaleziony bez większego problemu.
Jakoś tym razem sporo skrzynek zakopanych było, nudy na pudy :P Kolejny pomniczek, kolejny pieniek... :P Liiipaa ;) Przy Tatarskiej Górze (OP2A91) była chociaż atrakcja w postaci bardzo amatorskiej ambonki, zbodowanej tuż obok kesza.
Jak widać na powyższym Bełta się wspiął na górę. W ogóle wspinał się wczoraj wszędzie gdzie mógł ;)
Stamtąd piechotką poszliśmy sobie do Tatarskiego Jeziorka (OP2761).
Niebyłaby to pełna wprawa bez chaszczy, krzaków i innych mokradeł... Do okoła poleźliśmy... ;P Latem byłby z tym problem... Teraz było całkiem znośnie, nie było pokrzyw ani innych bujnych chwastów. Ale na przełaj. Wygodna zaczynam się robić, czy jak :P
Jak już dotarliśmy na miejsce widoczki na jeziorko zdecydowanie wynagrodziły nam tą przechadzkę :)
Jeszcze tylko pamiątkowe wspólne foto z autowyzwalacza ;)
i mogliśmy wracać do auta, normalną (przejezdną drogą) ;)))
Leśną gospodę (OP2C76) (chaszcze i nic ciekawego do zdjęć) sobie odpuściłam co by nieco podjeść, uznałam, że chłopaki sami sobie poradzą ze znalezieniem skrzynki ;)))
Tu też zrobiliśmy sobie krótki postój na konsumpcję wszelakich dóbr przywiezionych ze sobą ;D Tu też ujawnił się nam Człowiek Kakałko ;)
Dalej nad kolejne jeziorko, na plażę wojskową (OP256D).
Kolejna urokliwe miejsce :)
:)
Piękna pogoda nam się trafiła (a dzisiaj mgła za oknem :P )
Kolejne kesze już Ełckie. Na pierwszy ogień poszedł Zamek Krzyżacki (OP0361). Okolica jest ogrodzona, ale jakoś tak byle jak - weszliśmy poza siatkę, spokojnym krokiem... wydeptaną ścieżką ;)
Sam budynek bardzo nieciekawy, co to za zamek z pustaków zbudowany :P Ale widoki na jezioro i Ełk...
Kolega kameleon. Człowiek Kakałko :D
Sam keszyk równie nieciekawy jak i zamek. Mokry, niedomknięty i na dodatek w środku zamieszały dwa sporej wielkości pająki :P
Naprawiliśmy keszyka, żeby nie było. wyczyściliśmy pudełko i daliśmy nowe wszystko, logbook, strunówki, fanty ;P Lubię zostawiać kesze takie jakie sama chciałabym znajdować :) Wszystko pozostałe było mokre i nadpleśniałe- wywaliliśmy.
Spod zamku ruszyliśmy na podbój quiza Ełk - mazury poza szlakiem (OP15DB). Bardzo przyjemny quiz. Chyba jeden z najprzyjemniejszych od dawien dawna. Pewnie przez tą przyjemną pogodę (i fakt że było mi ciepło, co spowodowała wyciągnięta z dna szafy zimowa kurtka ;)
Spokojnie sobie przeszliśmy bulwarem oglądając rzeźby i wszystko dookoła, i spisując kolejne niezbędne elementy :) Myśleliśmy, że odgadnięcie hasła będzie jakieś trudniejsze, więc usiedliśmy w knajpie Biały Żagiel i zamówiliśme jedzenie. Hasło okazało się banalnie proste, złożenie do kupy zajęło max 5 minut :P A do Białego Żagla raczej nie wrócimy - nie dość że pizza, którą zamówiliśmy była średnio smaczna, to czekaliśmy na nią chyba z godzinę... :P Jedyny plus - Wifi mają.
Nie jestem do końca pewna czy skrzynkę Jezioro Ełckie - cypel odrodzony (OP42FC) znaleźliśmy tuż przed przerwą na posiłek, czy tuż po... ale to nie ma aż tak wielkiego znaczenia w sumie ;)
Keszyk bardzo fajnie ukryty, miła odmiana po wszystkich zakopanych skrzynkach :)
Miejscówka była zajęta przez miejscowych, ale na szczęście poszli sobie jak zobaczyli nas i nasze aparaty. Zdobywanie skrzynek na turystę jest bardzo skuteczne :) Samego keszyka wypatrzył Psikiszek. :) A w ogóle to histroyczna chwila była :) To nasza 700 odnaleziona skrzynka :)
Później pojechaliśmy pod wieżę ciśnień (OP15D1) dopatrzyć się wszytskich elementów potrzebnych do hasła i dalej... Tym 'dalej' był kesz Bartosze - cmentarz na wzgórzu (OP16D2).
Jest bardzo ładny, zadbany, czysty i w ogóle "oh, ah". Jak weszliśmy było pusto.
Niezmiernie ucieszył nas ten fakt - wiadomo, nie będziemy wzbudzać podejrzeń. Skierowaliśmy się od razu do miejsca ukrycia kesza.. i niespodzianka! Za niewysokim murkiem, parę metrów od kesza leżało 4rech gości i odnawiało napisy na tablicy pamiętkowej... To jest dopiero... :P
Po chwili zastanowienia uznaliśmy, że nie ma co czekać ;) Zbyszek skutecznie zagadywał panów, a Bełta z Psikiszkiem metodą 'na fotografa' podjęli kesza ;)
Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia.
W sumie to prawie koniec wyprawy już był. Zostało nam tylko kilka keszy. Z czego tylko dwa jakoś bardziej ciekawe. No może 3... ;P
W drodze do kolejnych miejsc założyliśmy też własnego kesza. Jadąc krętą drogą obok jeziora Selment Wielki miejaliśmy piękny zachód słońca nad tym jeziorem. Zatrzymaliśmy się i na upamiętnienie tej chwili założyliśmy małego keszyka ;) A co!
Jeśli chodzi kolejne kesze to warto wspomnieć o "Soldatenfriedhof 1914-1918" (OP1B02).
Chociaż kesz taki sobie i zakopany... :P Ale miejsce ciekawe.
Sypitki (OP1044) też całkiem przyjemne są, chociaż już w prawie zupełnej ciemnicy podejmowane.
Ciekawą skrzynką mogłabyć jeszcze ta w Rajgrodzie na górce (OP0636), ale ciemno było :P A w ciemnościach, jak wiadomo niewiele widać ;)
W sumie wcześnie wróciliśmy bo o 19, ale od 16:30 już ciemno było więc lipa trochę. O wiele przyjemniej jest zwiedzać jak jest jasno ;P
Zebraliśmy 22 skrzynki. I po raz pierwszy podczas wyprawy keszowej mieliśmy czas na posiedzenie w knajpie :) Fajnie było.
Pierwszy kesz - Granica (OP0362) pewien niesmak zostawił... można było bez hinta i było by zdecydowanie ciekawej ;P narzekać nie będę, ale... ;)))
Natomiast samo miejsce ciekawe, trochę niedocenione z racji porannej pory i pewnej dozy zaspania ;)
Kolejny keszyk to Ostrykół (OP07AE) i zaczęło być wesoło.. jadąc w kierunku kesza na stopa próbował nas łapać podpity "ostrykół" ;) Niestety miejsca nie było, w powrotnej drodze również zataczającego się ostrykoła spotkaliśmy, na szczęście był przyjaźnie nastawiony ;) Nawet nam pomachał ;)
W Cegielni (OP0972) jakoś mi się nie wzięło aparatu, a szkoda bo budynek całkiem uroczo zniczony :P Bełta poświęcił się i wskoczył do środka, po nazbyt kruchej ścianie cegielni, w rękach się sypała. Ale kesz nasz :)
Na cmentarzu w Malewie (OP16D4) za to malowniczo przyświecało słoneczko :)
Piękna pogoda się nam trafiła. A i miejsce urocze :)
Dalej pojechaliśmy na cmentarz wojenny "Bunelka" (OP0360), wdrapaliśmy się na górę
co by widoczki popodziwiać :) Sam keszyk znaleziony bez większego problemu.
Jakoś tym razem sporo skrzynek zakopanych było, nudy na pudy :P Kolejny pomniczek, kolejny pieniek... :P Liiipaa ;) Przy Tatarskiej Górze (OP2A91) była chociaż atrakcja w postaci bardzo amatorskiej ambonki, zbodowanej tuż obok kesza.
Jak widać na powyższym Bełta się wspiął na górę. W ogóle wspinał się wczoraj wszędzie gdzie mógł ;)
Stamtąd piechotką poszliśmy sobie do Tatarskiego Jeziorka (OP2761).
Niebyłaby to pełna wprawa bez chaszczy, krzaków i innych mokradeł... Do okoła poleźliśmy... ;P Latem byłby z tym problem... Teraz było całkiem znośnie, nie było pokrzyw ani innych bujnych chwastów. Ale na przełaj. Wygodna zaczynam się robić, czy jak :P
Jak już dotarliśmy na miejsce widoczki na jeziorko zdecydowanie wynagrodziły nam tą przechadzkę :)
Jeszcze tylko pamiątkowe wspólne foto z autowyzwalacza ;)
i mogliśmy wracać do auta, normalną (przejezdną drogą) ;)))
Leśną gospodę (OP2C76) (chaszcze i nic ciekawego do zdjęć) sobie odpuściłam co by nieco podjeść, uznałam, że chłopaki sami sobie poradzą ze znalezieniem skrzynki ;)))
Tu też zrobiliśmy sobie krótki postój na konsumpcję wszelakich dóbr przywiezionych ze sobą ;D Tu też ujawnił się nam Człowiek Kakałko ;)
Dalej nad kolejne jeziorko, na plażę wojskową (OP256D).
Kolejna urokliwe miejsce :)
:)
Piękna pogoda nam się trafiła (a dzisiaj mgła za oknem :P )
Kolejne kesze już Ełckie. Na pierwszy ogień poszedł Zamek Krzyżacki (OP0361). Okolica jest ogrodzona, ale jakoś tak byle jak - weszliśmy poza siatkę, spokojnym krokiem... wydeptaną ścieżką ;)
Sam budynek bardzo nieciekawy, co to za zamek z pustaków zbudowany :P Ale widoki na jezioro i Ełk...
Kolega kameleon. Człowiek Kakałko :D
Sam keszyk równie nieciekawy jak i zamek. Mokry, niedomknięty i na dodatek w środku zamieszały dwa sporej wielkości pająki :P
Naprawiliśmy keszyka, żeby nie było. wyczyściliśmy pudełko i daliśmy nowe wszystko, logbook, strunówki, fanty ;P Lubię zostawiać kesze takie jakie sama chciałabym znajdować :) Wszystko pozostałe było mokre i nadpleśniałe- wywaliliśmy.
Spod zamku ruszyliśmy na podbój quiza Ełk - mazury poza szlakiem (OP15DB). Bardzo przyjemny quiz. Chyba jeden z najprzyjemniejszych od dawien dawna. Pewnie przez tą przyjemną pogodę (i fakt że było mi ciepło, co spowodowała wyciągnięta z dna szafy zimowa kurtka ;)
Spokojnie sobie przeszliśmy bulwarem oglądając rzeźby i wszystko dookoła, i spisując kolejne niezbędne elementy :) Myśleliśmy, że odgadnięcie hasła będzie jakieś trudniejsze, więc usiedliśmy w knajpie Biały Żagiel i zamówiliśme jedzenie. Hasło okazało się banalnie proste, złożenie do kupy zajęło max 5 minut :P A do Białego Żagla raczej nie wrócimy - nie dość że pizza, którą zamówiliśmy była średnio smaczna, to czekaliśmy na nią chyba z godzinę... :P Jedyny plus - Wifi mają.
Nie jestem do końca pewna czy skrzynkę Jezioro Ełckie - cypel odrodzony (OP42FC) znaleźliśmy tuż przed przerwą na posiłek, czy tuż po... ale to nie ma aż tak wielkiego znaczenia w sumie ;)
Keszyk bardzo fajnie ukryty, miła odmiana po wszystkich zakopanych skrzynkach :)
Miejscówka była zajęta przez miejscowych, ale na szczęście poszli sobie jak zobaczyli nas i nasze aparaty. Zdobywanie skrzynek na turystę jest bardzo skuteczne :) Samego keszyka wypatrzył Psikiszek. :) A w ogóle to histroyczna chwila była :) To nasza 700 odnaleziona skrzynka :)
Później pojechaliśmy pod wieżę ciśnień (OP15D1) dopatrzyć się wszytskich elementów potrzebnych do hasła i dalej... Tym 'dalej' był kesz Bartosze - cmentarz na wzgórzu (OP16D2).
Jest bardzo ładny, zadbany, czysty i w ogóle "oh, ah". Jak weszliśmy było pusto.
Niezmiernie ucieszył nas ten fakt - wiadomo, nie będziemy wzbudzać podejrzeń. Skierowaliśmy się od razu do miejsca ukrycia kesza.. i niespodzianka! Za niewysokim murkiem, parę metrów od kesza leżało 4rech gości i odnawiało napisy na tablicy pamiętkowej... To jest dopiero... :P
Po chwili zastanowienia uznaliśmy, że nie ma co czekać ;) Zbyszek skutecznie zagadywał panów, a Bełta z Psikiszkiem metodą 'na fotografa' podjęli kesza ;)
Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia.
W sumie to prawie koniec wyprawy już był. Zostało nam tylko kilka keszy. Z czego tylko dwa jakoś bardziej ciekawe. No może 3... ;P
W drodze do kolejnych miejsc założyliśmy też własnego kesza. Jadąc krętą drogą obok jeziora Selment Wielki miejaliśmy piękny zachód słońca nad tym jeziorem. Zatrzymaliśmy się i na upamiętnienie tej chwili założyliśmy małego keszyka ;) A co!
Jeśli chodzi kolejne kesze to warto wspomnieć o "Soldatenfriedhof 1914-1918" (OP1B02).
Chociaż kesz taki sobie i zakopany... :P Ale miejsce ciekawe.
Sypitki (OP1044) też całkiem przyjemne są, chociaż już w prawie zupełnej ciemnicy podejmowane.
Ciekawą skrzynką mogłabyć jeszcze ta w Rajgrodzie na górce (OP0636), ale ciemno było :P A w ciemnościach, jak wiadomo niewiele widać ;)
W sumie wcześnie wróciliśmy bo o 19, ale od 16:30 już ciemno było więc lipa trochę. O wiele przyjemniej jest zwiedzać jak jest jasno ;P
Zebraliśmy 22 skrzynki. I po raz pierwszy podczas wyprawy keszowej mieliśmy czas na posiedzenie w knajpie :) Fajnie było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































